Kryzys męskości – jak feministki chcą, to tak będą mieć wszystkie kobiety

Link do obrazu

Obserwuję i widzę reakcje niektórych mężczyzn, którzy odpuszczają.
Odpuszczają kulturę osobistą, kurtuazję, szarmanckość, bycie gentlemanem.
Odpuszczają poprawne relacje z kobietami, nawet nie starają się o ich względy, nastawiają się na bycie zdobywanym, co się w zasadzie z całym “ja” mężczyzny kłóci.
Odpuszczają aborcję, bo skoro krzyczące feministki kreują taką rzeczywistość, to spoko – dają się uciszać, bo po co się wychylać.
Odpuszczają wychowanie własnych dzieci, bo z systemem nie wygrasz, bo otoczenie je zepsuje, bo czasy się zmieniły i silna ręka ojca już nic nie znaczy.

Słyszę to tak często, że chce mi się od tego rzygać. A jeszcze częściej słyszę, że to wina kobiet.
Niektórych na pewno, a nawet wszyscy wiemy jakich, natomiast nie jest to dla mnie – kobiety w to lobby się niewpisującej – żaden argument. Nie jest dla mnie uzasadnieniem “bo wszyscy tak robią”, “bo wszyscy tak mówią”. Prawda leży tam gdzie leży, a nie tam, gdzie wszyscy mówią, że leży. Prawdą jest zaś to, że mężczyzna który się poddał, jest już w zasadzie martwy, a z nim cała nasza cywilizacja.

Mężczyzna-wojownik to stary jak świat archetyp i to nie bez powodu.
Mężczyzna, który broni, zdobywa, podbija i walczy jest jedynym gwarantem tego, że kobiety w swej naturze gniazdownika będą miały możliwość tę zdobytą i chronioną przestrzeń zagospodarować. Kobieta-gospodyni to wizja szersza niż kuchnia – to, co przychodzi pierwsze na myśl. To architekt całego społeczeństwa, zaczynając od komórki rodzinnej – wydanie na świat potomstwa, dbania o domowe ognisko i rozwój emocjonalny dzieci – aż po charakter i więzy lokalnej społeczności. Nie jest to możliwe bez męskiej opieki nad społeczeństwem. To również w szerszym znaczeniu – ponieważ mężczyzna musi obronić wartości, by kobieta mogła je wprowadzać w życie, musi zadbać o przestrzeń dla kobiety. Ta kooperacja – zdrowa, zespolona trwałymi wartościami rodzinnymi, monogamią, wiernością i wzajemnym szacunkiem – gwarantuje społeczeństwu rozwój, właściwy kurs i ochronę od zepsucia.
Feministyczne postulaty nie są postulatami kobiet, choć sobie usiłują ten tytuł przywłaszczyć. Dlaczego kiedy mówi się o zwycięstwie zgniłej mentalności feminizmu/marksizmu wszystko sprowadza się do kobiet? Tak nie jest, nie one ten ruch wymyśliły, na pewno nie był to kolektyw, a takie pochopne zrzucanie winy budzi gniew i potęguje konflikt, na czym przecież temu ruchowi zależy.

Apel do mężczyzn jest bardzo prosty: musicie być silni. To mężczyzna jest tarczą, on ma trwać i ochraniać, a jeśli spotkają właściwą kobietę, której wartości pragniecie widzieć na ulicy, to ją musicie postawić na piedestale z transparentem “Takie Kobiety Chcemy”.

Poza feministkami i tradycjonalistkami jest wiele nieukształtowanych i niepewnych kobiecych dusz, podatnych na te podtrucia. Przy takim poziomie propagandy wystarczy, że raz się natnie i może być już spalona, a tego nie chcemy. Dla dobra nas wszystkich, wystarczy spojrzeć co pozostawimy po sobie kolejnym pokoleniom, czy będą miały do czego się odnosić nad przepaścią i o co walczyć. Czy w ogóle pozostawimy im świat, za który nam podziękują, czy nauczymy ich zdrowych, mądrych relacji, pokażemy jak się buduje rodzinę trwałą do grobowej deski jak i po śmierci – że w pewne obietnice wierzyć warto i że są one ważne, a w poszukiwaniu sensu życia wręcz kluczowe.
Mężczyźni muszą znowu walczyć o nasze idee – to może zniechęcać, bo to jest trochę jak ten Syzyf, męska walka nie kończy się nigdy. Wieczna warta, z pokolenia na pokolenie, nie doceniamy jej, dopóki mężczyźni swojego zadania nie porzucą “na złość kobietom”. Choć nie wiedzą sami, że robią krzywdę przecież sobie.

7 thoughts to “Kryzys męskości – jak feministki chcą, to tak będą mieć wszystkie kobiety”

  1. 50/50. Teoretycznie postawa godna pochwały, ale jest tu dużo problemów. Po pierwsze, nie róbmy z kobiet ułomków. To jest pora, kiedy powinnyście wreszcie przestać raczkować i powinnyście zacząć żyć same. Denerwuje mnie szczerze mówiąc to całe mówienie jaki facet powinien być, a jaki nie powinien. I nie ma tu znaczenia, czy chodzi o biadolenie feministek, czy kogoś jak Ty – będącego po przeciwnej stronie. Czy jeżeli facet nie chce być żadną ostoją, nie chce być jak archetyp (bo przecież się rozwijamy i myślimy, umiemy powstrzymać żądze), to nie jest facetem? A co z gejami np? Oni jacy mają być? Ja mam to szczęście, że mimo iż ostatnio feministek wszędzie masa, to w okresie swojego aktywniejszego “randkowania”/poszukiwania kobiety życia, to nie trafiałem na zbyt wiele feministek. Problem jednak dalej istniał, ponieważ kolejna 5, 10 napotkana kobieta posiadała dokładnie taki sam zestaw cech jak poprzedniczka. Wszystkie wydawały się myśleć właśnie w stylu, że facet powinien to, tamto, a one ograniczały się do zaoferowania sfery intymnej. I żeby jeszcze na wyłącznośc, ale przeważnie oferowały ją co miesiąc komu innemu. Problem jest nie z feministkami, tylko z kobietami w ogóle. Macie teraz możliwość rozwoju jak nigdy, wręcz foruje się Was w miejscach pracy, oferuje darmowe szkolenia i miejsca na uczelniach ze względu na płeć, a nie wyniki. Po co zatem się ograniczać?

  2. 1, Masz absolutną rację, bardzo dobry artykuł jak każdy Twój tekst 2. Ale mimo tego- po cholerę mamy to dźwigać, będąc na niemal przegranej pozycji. Widziałem rozwalone przez “niezależne” damy związki moich kumpli, którzy płacą wysokie alimenty i dokładają mniej więcej drugie tyle inwestując w dzieci, które kochają. Ja się nie piszę na bycie “Syzyfem”, kiedy tak ciężko od Was dostać nie tyle nawet wsparcie, ale odrobinę zwykłego człowieczeństwa. 3. Rachunek za tę bandę neurotyczek zapłacimy wszyscy, bo islam się rozmnaża na potęgę, a kobiety zachodu są zajęte (poza fontannami próżności) głownie gnojeniem mężczyzn zachodu, którym- tak jak mi, w zasadzie nic się już nie chce. Game over, łacińska cywilizacjo.

      1. Rozumiem doskonale, kłopot w tym że “tradycjonalistek” jest jakiś promil. Wg. mnie malejący. Proszę mnie przekonać, że jest inaczej, jeśli się mylę… Reszta tych “pośrodku” hurra optymistycznie powiela/naśladuje to, co sugeruje jej tabloidowy feminizm, uwieżył że można “mieć ciastko i zejść ciastko”, i “tarcze co mają trwać i ochraniać” traktuje z mieszaniną żenującego protekcjonalizmu z rozbawieniem. Do pierwszego poważnego kataklizmu, jak u Fredry w komedii “Gwałtu, rety!” 😉 (Damy przebierają się za szlachtę, i bawi je to aż do najazdu Tatarów..) Proszę mi wierzyć, świadomość bycia Don Kichotem jest wysoce upokarzająca.

  3. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga, szukałam takiego miejsca w Internecie, gdzie jakaś kobieta podziela moje poglądy 🙂 Jedna sprawa, że mężczyźni nie mogą się poddawać i muszą mimo wszystko nadal być silni i waleczni, zdobywać i chronić. Ale druga połowa pracy spoczywa na nas, kobietach żeby w dzisiejszych czasach wychować swoich synów na takich mężczyzn, tradycyjnych, konserwatywnych, bo oni w przyszłości będą mężami 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.