Program wyborczy Inicjatywy Feministycznej (Partii Kobiet), czyli masochizm

Naprawdę umęczyłam się nagrywając to jakiś czas temu, postanowiłam jednak wrzucić ten przydługawy film, aby ta krwawica nie wylądowała w koszu. W poszukiwaniu feministycznej księgi postulatów dotarłam do Inicjatywy Feministycznej, która powinna zawierać postulaty feministyczne w czystej formie, pomimo iż nie są one nigdzie sformalizowane – a na tym właśnie polega ich siła. Moim nowym postanowieniem są: 1) krótsze filmy 2) nie wiercić się aż tak bardzo 3) serio krótsze filmy Ludzie o słabych nerwach mogą sobie odpuścić, nikt się nie obrazi. Całą resztę zapraszam do oglądania.

Antyfeministyczna – Wiktymizacja społeczeństwa, kult ofiary, poczucie winy z powodu sukcesu

Film o zjawisku wiktymizacji jako metodzie przetrwania, kulcie ofiary, zaniku kultu honoru i odwagi, przedsiębiorczości i przetrwania. Tego w filmie nie powiedziałam, ale chyba warto sprostować: nie nawołuję do publicznego potępienia samobójców, ale do dostrzegania pozytywnej motywacji wyjścia z każdej sytuacji i we własnym sumieniu rozstrzygania, czy ucieczka jest wyjściem z trudnej sytuacji. Chyba jedyne samobójstwo, którego absolutnie nie zamierzam nigdy komentować, to akt rozpaczy po śmierci ukochanej osoby.

Refleksja o drugiej stronie – BEZSENS, NIHILIZM, ANTYNATALIZM

W niedzielnym kazaniu ksiądz nawiązał do anegdoty o św. Franciszku – kiedy przechadzał się lasem i opowiadał na pytanie jednego z braci: dlaczego zwierzęta wyglądają na takie szczęśliwe, a człowiek się wiecznie czymś martwi, wiecznie narzeka? Św. Franciszek miał odpowiedzieć, że to dlatego, że zwierzęta należą do świata doczesnego, tego tutaj i tu się spełniają. Człowiek zaś do tego świata nie należy, jest to etap przejściowy, dlatego wiecznie za czymś tęskni i czegoś mu brak – jego spełnienie czeka dopiero w raju i dopiero tam te głosy niepokoju ucichną. I ostatecznie wszystko co robimy w życiu dobrego i wszelkie powstrzymywanie się od złego jest dla osoby wierzącej umotywowane tylko jednym – zasłużeniem na bycie w raju, choć to w tym życiu jest często nieumotywowane: lepiej iść na skróty, oszukać, ukraść, nie przestrzegać reguł. Robimy to, bo wierzymy, że ma to wyższy cel, większy sens, a nie tylko zdobycie szybko tu i teraz jakichś korzyści. Własna refleksja nasunęła mi analogię do słabego życia, jakie dziś wielu ludzi prowadzi. Nieszczęścia, depresje, skala samobójstw rośnie i rośnie. Tryb życia, papierowe wartości, ludzie nawet nie próbują się starać, bo nie ma po co – dostrzegam korelację z postępującym ateizmem. Z perspektywy osoby wierzącej, ta pustka musi być nie do przetrawienia i popycha człowieka bezustannie w nihilizm, antynatalizm i bezsens. Każdy ma czasem takie chwile zwątpienia, ale trudno mi sobie wyobrazić jak można żyć codziennie z myślą, że nic dalej nie ma. To naprawdę może człowieka popchnąć w wir okrucieństwa w stosunku do siebie i innych. Skoro nie ma nic dalej, ważne jest tylko to co tu – to przecież prostytucja da szybki zarobek, kradzież też, aborcja to wyrwanie zęba, zdrada się liczy tylko wtedy, gdy zostaniemy przyłapani. Są ludzie, którzy pomimo niewiary ukształtowali w sobie ten pień moralny, natomiast postępujący ateizm w skali całej kultury łacińskiej zdaje się korelować z zupełnym staczaniem się w nicość wartości ludzkiego życia i jego głębszego sensu. Epoka człowieka w centrum świata – tu i teraz. Refleksję nad tym, co przyniosła pojedynczym ludziom i społeczeństwu w swoim ciągłym przesuwaniu granic zostawiam innym.

Parytety, równość, taka sytuacja – PARYTET SPECJALNYM TRAKTOWANIEM, NIE RÓWNOŚCIĄ

Czym jest parytet?
Parytet (łac. paritas – równość) – to zasada równości proporcji dwóch lub więcej wielkości, określana prawnie “a priori”.
No i tutaj jest to w miarę zrozumiałe. Pytanie tylko, jak parytety mają się do kobiet, ich udziału w życiu publicznym, politycznym i naukowym.
Kobiety (niektóre) doszły do wniosku, że w wielu dziedzinach brakuje kobiecej ręki, dlatego, że są dyskryminowane. Czy aby na pewno?

Czy procent kobiet pracujących w branży programistycznej jest mniejszy, bo są dyskryminowane? Czy mężczyzn jest mniej w kosmetologii, bo są dyskryminowani? Czy w polityce mniejszy udział kobiet to efekt odtrącenia przez społeczeństwo mózgu odzianego w spódnicę?

Jeśli mniej kobiet decyduje się studiować informatykę – na rynku pracy pojawia się mniej programistek. Jeśli mężczyźni nie decydują się na studiowanie kosmetologii – jest mniej panów kosmetologów. Jeśli mniej kobiet interesuje się polityką (jest to raczej fakt, niż opinia), trudno się dziwić, że mniej kobiet w wyborach startuje. W polityce jest nie mniej istotna jeszcze jedna kwestia: wyborcy. W społeczeństwie polskim mamy troszkę więcej kobiet niż mężczyzn, niewiele, ale jednak. Porażka procentowa pań mówi wiele: albo kobiety na wybory nie chodzą (co pośrednio potwierdza tezę o mniejszym zainteresowaniu polityką), albo głosują na mężczyzn (co oznacza, że postrzegają ich jako lepszych do tej roli). Gdyby kobiety głosowały na kobiety faktycznie, mielibyśmy prezydent Ogórek. To oczywiście myślenie bardzo skrótowe i uproszczone, nie mniej zmierzam do czegoś innego. Czy jeśli według wyborców (trzymając się założenia, że nikt kobiet w piwnicy nie zamyka, aby je odciąć od życia politycznego) kobiety gorzej radzą sobie w polityce, czy parytety nie są dyskryminacją mężczyzn, którym z racji sukcesów należą się miejsca przyznane kobietom z powodu płci?
Czy to, że ktoś ma dla mnie przygotowane miejsce, bo jestem kobietą – nie dlatego, że jestem dobrym fachowcem, znam się na swoje pracy, robię wyniki, przoduję w rankingu – nie jest uwłaczające? Wiele myślących kobiet to obraża, a przy okazji obniża standardy, wycinając mężczyznę, który ma np. do danego stanowiska lepsze predyspozycje i portfolio. Kobiety bardzo ciężko pracują aby być wysokiej rangi pracownikiem, a w ten sposób obniża się wartość ich pracy – ma miejsce, bo jest kobietą. Czy to jest równość? Gdzie są w takim razie prawa rudych, garbatych, bez rąk czy oka?

Typowe oskarżenia feministek [wyparte pragnienie mężczyzn]

Luźny film opisujący osobiste doświadczenia w przypadku konfrontacji z feministkami, zbierający zarzuty dotyczące relacji z mężczyznami. Dużo mówią o być może prawdziwym stosunku feministek wobec mężczyzn, ludzkiej zazdrości i o tym, kiedy pojęcie feministycznej solidarności wymyka się spod kontroli.

Dlaczego feministki nie bronią nas przed islamem?

To, że strona znajduje czytelników, jest tylko potwierdzeniem, że mentalność feministyczna pozostaje dla wielu niezrozumiała. Dla mnie, przykładowo, zagadką jest stosunek feministek do islamu. Nie jest to jedyny przykład, kiedy ta zaburzona logika łapie swój własny ogon i ciągnie, aż wprawiona w ruch wirowy odleci w kosmos.
Z punktu widzenia normalnego człowieka (bo radykalni muzułmanie widzą to jednak inaczej), islam z założenia gardzi kobietami: zakłada, że nie mają duszy, są zależne od mężczyzn w każdej sferze życia, mąż ma prawo swoją żonę bić, pedofilia jest czymś dyskusyjnym, a nawet padały pomysły zalegalizowania nekrofilii, w ramach ostatniego pożegnania ze zwłokami żony do 6 godzin po śmierci.
Mówiąc krótko, my – Europejczycy i muzułmanie – nie dogadamy się, nawet jeśli przeciętna feministka uważa konserwatystkę za infantylną kobietę, która nie ma prawa głosu, czego tutaj rozwijać mam nadzieję nie muszę, z racji rozumnych odbiorców.
Więcej, wydawałoby się, że zgodnie z feministyczną logiką obrony za wszelką cenę praw kobiet (bez rozszerzania wątku), powinny posłać islam w diabły i pierwsze stać na granicy Europy z karabinami, w obronie swojej i mojej godności.
Tymczasem można odnieść wrażenie, że nie wolno przeciętnej feministce krytykować muzułmańskich uchodźców (w zasadzie żadnych poza chrześcijańskimi). Czy padła odgórna groźba wyrzucenia z tego wpływowego klubu? Jeśli nie, to co myśleć o kobiecie, która kryje oprawcę innych kobiet w ramach ideologicznej doktryny tolerancji? Dlaczego są tak skore pukać po każdej plebanii ze szwadronem policyjnym, w poszukiwaniu ukrytego pod podłogą Podręcznego Zestawu Księdza-Pedofila, a na jawne przypadki kobiecej krzywdy są obojętne?
Jeśli nie wiemy o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Jeśli ktoś postępuje nielogicznie, to znaczy że dla logiki jest jakaś wartościowa przeciwwaga. Feminizm dawno przestał być ruchem oddolnym, dbającym o dobro kobiet. Jest częścią wielkiego biznesu, któremu konserwatywna część narodu przeszkadza w dobijaniu targu z sumieniem świata.

Jak Facebook wypaczył obraz rzeczywistości i przedefiniował ludzi

Tematem filmu jest sposób w jaki algorytm Facebooka zniszczył samodzielne myślenie u ludzi i zdolność komunikacji z drugim człowiekiem w celu wyrobienia o nim własnego zdania. Przekaz jest krótki: nie każda kobieta jest feministką, nie każdy homoseksualista popiera Razem i Parady Równości, nie każdy Narodowiec jest faszystą, wbrew temu, co serwuje nam algorytm Facebooka i jaką rzeczywistość kreuje. Niby oczywiste, a jednak nie. Kilka słów również o umiejętności korzystania z wolności.

Czy społeczeństwo docenia kobiety?

Raczej nie. Jest to przykry, subiektywny wniosek. Społeczeństwo docenia feministki. Docenia postawy skrajnie egoistyczne i niemoralne, jak np. aborcja z powodu zbyt małego metrażu i to u pani, która nie mieszkała w zapleśniałym kartonie po telewizorze – co czasem przypominają mieszkania socjalne ubogich rodzin.
Społeczeństwo swoim przyzwoleniem na aborcję odarło kobiety z godności matki – dziś jesteś w ciąży, jutro nie, who cares. Tymczasem jest to (z biologicznego punktu widzenia) najważniejsza kobieca rola – nie ma innej kwestii w której kobieta jest tak niezastąpiona, jedyna w swoim rodzaju i unikalna, z czego wynikają jej największe przywileje. Nie ma istoty w historii ludzkości bardziej darzonej uczuciem niż matka. Dziecko, jako owoc bliskości, wiąże ludzkie losy oraz pisze nową historię. To umiejętność matczynego odczuwania jest darem od matki natury/Boga. Brzemienność (jak sama nazwa wskazuje) jest brzemieniem i darem jednocześnie. To od nas i naszego stosunku do naturalnych ról zależy, jak będzie postrzegane. Nasza postawa ma zmuszać świat do szanowania tej misji, której nie wybrałyśmy, a która wybrała nas. Ma zmuszać mężczyzn do traktowania poważnie narzuconych nam ról – ja jestem matką, Ty jesteś ojcem. Ja temu podołam, więc i Ty MUSISZ być mężczyzną, wypełniać swoje powinności, być głową, obrońcą i wojownikiem na straży naszej rodziny.
To od nas – kobiet zależy kształt społeczeństwa, bo je wydajemy na świat i wychowujemy. Nie pozwólmy by ekstremizm odbierał nam te przywileje i sprowadzał do roli to pustego, to znów pełnego inkubatora. Nie jesteś brzuchem, macicą – jesteś matką. To więcej niż się współczesnemu feminizmowi wydaje.

Feminizm nie jest lekarstwem na kobiece problemy [VIDEO APEL DO KOBIET]

Film skierowany głównie do kobiet, które nie mają jasnego stosunku do feministycznych postulatów, szukają w nim oparcia i szacunku oraz dlaczego wcale tego w feminizmie nie znajdą.

Zapewne sam film wzbudzi wiele tolerancji i poszanowania dla poglądów odmiennych niż te głównego nurtu, ale niech i tak będzie – dziękuję za każdego suba i pozytywne łapki!

 

Masz prawo do własnych wyborów i swojego życia, pod warunkiem, że wpisujesz się w nowoczesny kanon – MAMO MUSISZ DO PRACY!

Na początku prowadzenia strony na Facebooku popełniłam krótki wpis na temat matek, które w domu tzw. “siedzą”. Wracam do niego dziś, skoro strona jest zamknięta przez cenzurę, to przeleję wszystko powoli na oficjalną stronę, dzięki temu nie zginie.

Warto poruszyć oklepany temat nic nie robiących matek siedzących w domu z dziećmi. Najlepiej odpuścić sobie zdania “ekspertów” i wziąć pod lupę słowa zwykłych bohaterek, które codziennie spotykają się z ostracyzmem, ponieważ nie realizują się zawodowo – nie muszą, nie chcą, ich priorytety i możliwości są inne, a przez to ich wartość i rola w społeczeństwie są umniejszane.

Idąc torem wolnościowego sposobu myślenia – to rodzina rozdziela role i decyduje o tym, czym zajmują się jej członkowie. W praktyce panuje jednak nacisk, aby kobiety były supersamicami – rodziły dzieci, wychowywały je bez niczyjej pomocy, a nierzadko jeszcze dopieszczały po drodze męża i do tego realizowały się zawodowo. Ilu ludzi, tyle opinii, nie można zadowolić wszystkich, jednak coraz większe parcie na konieczność pracy zarobkowej kobiet “bo tak”, bywa toksyczne dla rodzin.
Pracujemy, by mieć pieniądze, godnie żyć, na wysokim poziomie. A jeśli mąż jest w stanie zaspokoić potrzeby rodziny swoją pracą i żona decyduje się na pozostanie w domu? Ile wykrzywionych twarzy rzuci pod nosem “darmozjad”, “leniwa”, “a co ona będzie w domu robić”. Jak gdyby wartość człowieka zaczynała się i kończyła na tym, ile pieniędzy do domu przyniesie. Praca jest ważnym elementem życia ludzkiego, z pracy żyjemy my i rodzina, praca wytwarza wszelkie dobra, którymi się otaczamy. Natomiast nie każda praca jest przeliczalna na pieniądze – ba, kiedy usiłujemy ją przeliczyć, kalkulując ile by kosztowała sprzątaczka, kucharka, niania i każda inna pomoc domowa, to okazuje się, że praca kobiet mogłaby być ceniona wyżej niż to, co mężczyzna jest w stanie zarobić. Dla wielu to ciągle zbyt słaby argument, by dać kobietom i rodzinie żyć swoim rytmem i demonizują indywidualne wybory małżeństwa. Teściowe bywają bardzo pomocne, kiedy trzeba chronić synów przed ich pazernymi, leniwymi żonami.

Tymczasem apel do społeczeństwa jest od zawsze jeden i ten sam: to rodzina decyduje, kto przejmuje jakie obowiązki. To Państwo decydujecie, kto pracuje, a kto zostaje w domu, kto wynosi śmieci, a kto gotuje obiad. I nie powinniście Państwo się przed nikim tłumaczyć i czuć się winni. Niżej kilka słów od konkretnej osoby, która w jednym ze swoich postów opisała swoje “leniwe, wygodne życie” we wpisie na MamaLife.pl

Jeśli jesteś Mamą, która pracuje w domu, nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza. W dzisiejszych czasach utarło się, że Kobieta musi mieć 100 twarzy. Musi ogarniać dom, być Mamą, Żoną, Kobietą, Ale też Niańką, Kucharką, Ekspertem od DIY. Musi się znać na rachunkach i bankowości. No i oczywiście MUSI przynosić do domu pieniądze. Bo równouprawnienia chciałyśmy? To mamy. Dlatego powstały żłobki i punkty całodobowej opieki nad dzieckiem. Bo Mama musi wracać do pracy. Najszybciej jak się da. Oczywiście kiedy nie ma innej opcji i praca kobiety to must have, to nie ma gadania. Ale gdyby praca, była jedynie Twoją aspiracją to daj na luz. I pomyśl. Ileż cudownej pracy wykonujemy my wszystkie w domu. Pracy za zamkniętymi drzwiami. Pracy, za którą nikt nam nie płaci. Pracy, która wydaje się być niezauważona. Zobacz też, ile wysiłku wymaga to wszystko od kobiety, która dodatkowo pracuje na etacie. Ona ma do ogarnięcia wszystkiego tylko kilka godzin … gdy padnięta, zestresowana wraca z roboty do domu …

I choć lubię samorozwój … ja znalazłam sposób na to, by pracować w domu. Może i Tobie się uda? Może masz ukryte talenty, które w Tobie drzemią i czekają tylko, aż je wykorzystasz? Może uda Ci się na nich zarobić?

Ale nawet jeśli życie zweryfikuje Twoje plany, ciesz się każdą minutą „domowej pracy”. Bo dzięki niej jesteś z dzieckiem 24 godziny na dobę. Widzisz pierwszy uśmiech, pierwsze kroczki. Ty. Nie – nikt inny. I uwierz mi, Mamusie, które pracują dałyby dużo, by się z Tobą zamienić. Więc piersi do przodu, cycki w górę i z dumą mów, że jesteś „domową kurą”. W dodatku sexowną kurą 🙂

A! I ja też czasem padam na pysk. Ale jestem szczęśliwa 🙂

Źródło obrazu