Dlaczego feministki nie bronią nas przed islamem?

To, że strona znajduje czytelników, jest tylko potwierdzeniem, że mentalność feministyczna pozostaje dla wielu niezrozumiała. Dla mnie, przykładowo, zagadką jest stosunek feministek do islamu. Nie jest to jedyny przykład, kiedy ta zaburzona logika łapie swój własny ogon i ciągnie, aż wprawiona w ruch wirowy odleci w kosmos.
Z punktu widzenia normalnego człowieka (bo radykalni muzułmanie widzą to jednak inaczej), islam z założenia gardzi kobietami: zakłada, że nie mają duszy, są zależne od mężczyzn w każdej sferze życia, mąż ma prawo swoją żonę bić, pedofilia jest czymś dyskusyjnym, a nawet padały pomysły zalegalizowania nekrofilii, w ramach ostatniego pożegnania ze zwłokami żony do 6 godzin po śmierci.
Mówiąc krótko, my – Europejczycy i muzułmanie – nie dogadamy się, nawet jeśli przeciętna feministka uważa konserwatystkę za infantylną kobietę, która nie ma prawa głosu, czego tutaj rozwijać mam nadzieję nie muszę, z racji rozumnych odbiorców.
Więcej, wydawałoby się, że zgodnie z feministyczną logiką obrony za wszelką cenę praw kobiet (bez rozszerzania wątku), powinny posłać islam w diabły i pierwsze stać na granicy Europy z karabinami, w obronie swojej i mojej godności.
Tymczasem można odnieść wrażenie, że nie wolno przeciętnej feministce krytykować muzułmańskich uchodźców (w zasadzie żadnych poza chrześcijańskimi). Czy padła odgórna groźba wyrzucenia z tego wpływowego klubu? Jeśli nie, to co myśleć o kobiecie, która kryje oprawcę innych kobiet w ramach ideologicznej doktryny tolerancji? Dlaczego są tak skore pukać po każdej plebanii ze szwadronem policyjnym, w poszukiwaniu ukrytego pod podłogą Podręcznego Zestawu Księdza-Pedofila, a na jawne przypadki kobiecej krzywdy są obojętne?
Jeśli nie wiemy o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Jeśli ktoś postępuje nielogicznie, to znaczy że dla logiki jest jakaś wartościowa przeciwwaga. Feminizm dawno przestał być ruchem oddolnym, dbającym o dobro kobiet. Jest częścią wielkiego biznesu, któremu konserwatywna część narodu przeszkadza w dobijaniu targu z sumieniem świata.

4 thoughts to “Dlaczego feministki nie bronią nas przed islamem?”

  1. Jest taka kanadyjska youtuberka, która nazywa się “Janet Bloomfield” (AKA “judgybitch”), która w jednym z wywiadów, zapytana dokładnie o to samo stwierdziła (cytat nie dosłowny, bo mówiła po angielsku i słuchałem tego wywiadu już jakiś czas temu):
    “Te wszystkie feministki, powychowywały kolejne pokolenie mężczyzn na słabych, ciągle pytających ‘A mogę Cię dotknąć’, ‘mogę Cię pocałować’ itd. a tutaj nagle mają takich mężczyzn co o nic nie pytają tylko rzucają je na łóżka, zdzierają z nich ubrania i robią co chcą – no to pewnie że tym feministkom, które od dawna nie miały porządnego seksu, się to podoba” 🙂 Moja znajoma jak jej to opowiedziałem, stwierdziła: “Mi też się wydaje że to jest prawdziwa przyczyna” 🙂

  2. Dlatego że Hitler i Stalin nie byli muzułumanami. HItler zabił 3 mln Polaków, Stalin zabił 1 mln Polaków, w islamskich zamachach terrorystycznych zginęło kilkudziesięciu Polaków.

  3. Logiki po wyznawczyniach i, niestety, wyznawcach radykalnego feminizmu nie ma się co spodziewać… Islam jest według nich nietykalny (czyt. ma najwięcej brownie points) i każdy argument czy tfu, FAKT, odbija się od wyimaginowanych baniek, w których żyją… Pedofilia, kazirodztwo, prześladowania homoseksualistów, honorowe morderstwa, traktowanie kobiet jak worki treningowe, worki na śmieci i na nasienie itd – to wszystko przecież brednie, propaganda, nietolerancja pięknej kultury… No i oczywiscie rasizm. I każdy kto spróbuje feministkom chociażby zadać pytanie o ich milczenie w tym temacie to Hitler. Bo tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.