FEMINISTYCZNE TABU – Toksyczne matki. Wprowadzenie

O niewydolnych wychowawczo ojcach dużo wiemy – alkoholikach, gwałcicielach, niestałych amantach, nieobecnych, alimenciarzach, złodziejach… Nie dzieje się to bez przyczyny. Szczególnie w polskiej kulturze, gdzie polski ojciec wiecznie gdzieś walczył, wyruszał na cudze i własne wojny, brał udział w postaniach, siedział w łagrze lub strajkował, wydaje się być akceptowany ze swoją nieobecnością. Powszechnie łatwiej przyjmuje się do wiadomości fakt, że ktoś został porzucony przez ojca, niż przez matkę. Przez ten pryzmat zdecydowanie ciężej oceniamy też matki: matka, która porzuciła, zabiła, pobiła swoje dziecko jest osobą spaloną w oczach społeczeństwa. Taki ojciec również nie jest mile widziany, natomiast według odczuć wielu ludzi niewłaściwe zachowanie ojców wydaje się czymś powszechniejszym, a zatem nie budzi aż tak skrajnych emocji. To ciekawe spostrzeżenie w kontekście walk lobby żeńskiego i męskiego.

 

Mało mówi się w społeczeństwie o toksycznych matkach

Termin ten jest bardzo szeroki, więc dla uporządkowania możemy założyć, że termin ten oznacza matkę, która działa na swojego dziecko w jakiś sposób destrukcyjnie. Może być to zachowanie świadome lub nie – nieświadomie może pragnąć zatrzymać przy sobie dorastające dziecko i tu pojawia się Edyp, ale są również kobiety, które krzywdzą swoje dzieci z premedytacją, odczuwając z tego powodu ulgę lub satysfakcję: czerpią ich kosztem korzyści seksualne(pedofilia), są zazdrosne o ich sukcesy (tu przeważnie relacja matka-córka) lub obwiniają je o swoje niespełnione marzenia. Patologiczny odłamek ludzkości obejmuje również grono matek. Narcystyczny typ często nie potrafi nawet kochać swoich dzieci lub przynajmniej dostatecznie mocno, by ich dobro przedłożyć nad swoje.

 

Ojciec, który po paru głębszych robi awanturę w domu jest jasno klasyfikowany jako patologia – i oczywiście raczej słusznie. Natomiast matka: miewa humory, ma zły nastrój, jest rozchwiana emocjonalnie, cierpi na histerię.

Zmierzenie się z faktem, że matka może krzywdzić dziecko jest wciąż dla społeczeństwa trudne, głównie przez pryzmat etosu Matki Polki – to jej postawa pozwoliła naszemu narodowi przetrwać, bo kiedy nasi ojcowie bili się o niepodległość, matki w pocie czoła pielęgnowały polskość u kolejnych pokoleń rodzonych w niewoli. Matka jest czuła, kochana, uległa, wybaczająca, należy ją chronić przed złymi wiadomościami, wrażliwa, empatyczna… Matka jako etos zapewne tak, tymczasem matka to tylko człowiek i ma swoje wady, a wręcz rzadko bywa modelem z obrazka: żyje, czuje, choruje, płacze, myli się, popełnia błędy. Jej nieposzlakowany wizerunek i przeświadczenie, że każde działanie matki jest wyrazem jej miłości, niezależnie od konsekwencji tych działań ma również swoje ciemne strony: nie pozwala na chłodną kalkulację zachowań rodzicielki i tworzy presję, z którą wiele kobiet sobie nie radzi.

 

Z zasady większość matek kocha swoje dzieci miłością niepodważalną i choć czasem ich postępowanie jest błędne, to przyświecają im szlachetne cele – dobro dziecka.

Natomiast nie każda matka automatycznie zawsze wybiera taki model zachowań: toksyczne matki nie umieją przedłożyć dobra dziecka powyżej swojego. Dziecko, jako nowa istota w centrum uwagi, może odbierać uwagę rodziny i ojca, którą do tej pory miała na wyłączność. Może być źródłem stałej frustracji, kiedy nie spełnia oczekiwań matki: jest chore lub niedostatecznie zdolne jak na jej wyobrażenia. Może przypominać o szansach, które przepadły, kiedy na teście ciążowym pojawiła się informacja, że nie zdasz do teatralnej, na pewno nie w tym roku. Przede wszystkim dziecko się nie obroni i jest od nas zależne, zatem łatwo się na nim wyżywać, łatwo je gnoić, bo nie ma dokąd pójść. Szczególnie, kiedy nie ma zainteresowanego dzieckiem ojca lub nie jest na tyle asertywny/odważny, by wkroczyć w sytuacjach negatywnych. Toksyczne matki są często paniami sytuacji – ich pozycja w domu i związku jest niepodważalna, z różnych przyczyn ich decyzje rzadko są kwestionowane. Otoczenie wręcz jest gotowe poświęcić dziecko, by negatywne cechy jej osobowości wyładowywały się na worku treningowym, niż toczyć wojny ze szczególnie ciężkim typem.

 

Wspomniałam na początku wpisu, że dużo ciężej oceniamy negatywne występki matek – kiedy czytamy w mediach o tym, że matka zabiła lub zgwałciła. Nie mieści się nam to w głowach.

Tak bardzo, że nie dopuszczamy do siebie myśli, że tak absurdalne zło, jak toksyczna terrorystka, może istnieć blisko nas. Ocenimy ją, kiedy ktoś dostarczy nam dowody pod nos, kiedy znajdziemy zwłoki. Toksyczny ojciec? Normalka! Niech go policja zabierze, alimenty płaci! Dadzą sobie radę!
Ale jak to tak zabrać dziecko matce?
Miłość matki do dziecka jest dla nas czymś tak elementarnym w życiu ludzkim, że nie chcemy nawet o takich patologiach słyszeć. Kiedy zaś usłyszymy i mamy to na papierze, dopiero linczujemy i mamy do świata pretensje “bo nikt nic nie zrobił”. Bo kobieta dostała opiekę nad dziećmi, chociaż to znerwicowana alkoholiczka, ale jak to tak ojcu troje dzieci? Przed szkodą i po niej jesteśmy tak samo głupi, bo w umysłach ludzi nic się nie zmienia. Są dobre mamy, większość za swoje dzieci by zabiła i odjęła sobie z ust dla ich dobra. Są też okrutne ewenementy, niewykrywalne pod ochronnym parasolem #przemocmapłeć i łatki ojca jako głównego sprawcy zamieszania.
A tu o ofiary chodzi, które mają pokrzywione psychiki na resztę życia: nie radzą sobie z nauką, w kontaktach z rówieśnikami, nie układają im się związki, popadają w depresje lub strzelają do ludzi w tłumie. O nas wszystkich tutaj chodzi, bo to nieprawda, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Czasem zło nas po prostu spotyka.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.