FIASCO #METOO – Kampania kłamstwa i parasol dla oprawców

FEMINIZM TO LOBBY – powtarzam to, odkąd prowadzę tę stronę.
Lobby nie zawsze oznacza zaraz zło – lobbować można w wielu potrzebnych kwestiach. Natomiast kiedy widzę politykę lobbingu feministycznego, przychodzi mi na myśl porównanie do działań Szatana/metafory przebiegłości: bo on nie powie wprost “Hej, zróbmy komuś krzywdę“. Szatan ubiera zło w ładne szaty, a przynajmniej w opakowanie mniejszego zła. Tak samo opakowany jest feminizm, w różowe słodkie kolory aborcji, piękne frazesy o równości czy kolory propagowania indoktrynacji LGBT pod przykrywką edukacji seksualnej.


Upadku akcji #MeToo oczekiwałam od dawna – przede wszystkim dlatego, że jest skonstruowana chorobliwie stronniczo, sugeruje, że przemoc ma płeć i maskuje krzywdy grup, które do grona kreowanych na ofiary nie należą. Ta akcja nic nie mówiła o przemocy seksualnej kobiet wobec mężczyzn, ani kobiet wobec kobiet ani mężczyzn wobec mężczyzn. Była skoncentrowana na schemacie mężczyzna-kat, kobieta-ofiara. Jest to miły dla oka skrót myślowy – bo kobieta jest fizycznie słabsza i bardziej podatna na ataki, zatem wielu ludzi czuje się zwolnionych z podejrzenia, że z pozoru słabsze istoty są zdolne do zła. Każdy człowiek jest zdolny do zła, a zapominanie o tym otwiera furtki do zarabiania potężnej kasy na cywilizacyjnej fatamorganie.

Siłą feminizmu jest jego brnięcie w hipokryzję poza granice przyzwoitości – kiedy się je przejdzie, każdy absurd staje się już przyswajalny i możliwy do wyobrażenia. Cała walka ze stereotypami płciowymi, jaką legitymuje się feminizm, opiera się tylko i wyłącznie na umacnianiu tych feminizmowi przydatnych:
– płeć jest konstruktem, ale mężczyźni są katami, a kobiety ofiarami
– rasa nie ma znaczenia, ale tylko biali są rasistami
– płcie są sobie równe, dopóki nie stawia się tych samych wymagań kobiecie i mężczyźnie, wtedy kobieta jest pokrzywdzona

To tylko wybrane podpunkty, można je rozwijać w nieskończoność, ale nie o tym jest ten tekst.
Ostatnie wydarzenia pokazały, że możliwość ucieczki w feminizm by odnaleźć spokój i sprawiedliwość jest zwykłym kłamstwem, tak charakterystycznym dla tego środowiska. Feministki kłamią bez przerwy – kłamią, wyrażając swoją troskę o inne kobiety, kłamią sprawiając wrażenie pozornie zainteresowanych problemami mężczyzn, kłamią kiedy twierdzą, że feminizm jest domeną każdej kobiety.

 

Loże feministyczne to zwykłe środowisko ludzi wspólnego interesu, a aby osiągnąć jeden interes należy uderzyć w interes innego człowieka, jest to oczywiste. Akcja #MeToo była masowym projektem zarabiania na wizerunku kulturowo krzywdzonych kobiet, zarabiania na prawdziwych ofiarach przemocy seksualnej, których cierpienie przesłaniał obraz wytrenowanych w płaczu aktorek i piosenkarek. Wreszcie, akcja #MeToo była projektem UWIARYGODNIENIA ZAŁOŻENIA, ŻE TYLKO KOBIETY SĄ OFIARAMI. To się udać nie mogło, ponieważ jaki jest koń każdy widzi, rzeczywistość pokazuje nam, że matki również krzywdzą swoje dzieci, żony również krzywdzą swoich mężów, a nie tylko i wyłącznie odwrotnie. My wszyscy to wiemy, a jednak propaganda liberalnych mediów pozwala kreować rzeczywistość zgodną z feministycznymi postulatami.

Dlaczego, pomimo świadomości tego kłamstwa, potrzebujemy kubła zimnej wody?
Dlaczego jest nam potrzebna Asia Argento i jej całkowite pogrążenie by zauważyć, że to nie tylko ten jeden konkretny człowiek jest hipokrytą, a cała idea podszyta jest forsowaniem interesów feministek?

Jedno jest pewne: kwestia molestowania seksualnego to tylko obraz jednego aspektu, w którym feministki dbają wyłącznie o swój interes. Podobnie postępują względem kobiet, które nie chcą żyć według feministycznych założeń – kreowane są na ofiary mężczyzn a wręcz na kolejnych oprawców. Tak samo postępują wobec kobiet, które padają ofiarami mobbingu ze strony innych kobiet – ich cierpienie jest nieme. Feminizm nie mówi ani głosem kobiet, ani mężczyzn, ani ofiar. Mówi głosem feministek, które na zbudowanym przez siebie fałszywym obrazie pozytywnych organizacji pomocowych, realizują swoje fantazje i wypracowują nowe przywileje, za które zapłacimy wszyscy.

Źródła do sprawy Argento:
– Jeden
Dwa
Trzy

Jak Facebook wypaczył obraz rzeczywistości i przedefiniował ludzi

Tematem filmu jest sposób w jaki algorytm Facebooka zniszczył samodzielne myślenie u ludzi i zdolność komunikacji z drugim człowiekiem w celu wyrobienia o nim własnego zdania. Przekaz jest krótki: nie każda kobieta jest feministką, nie każdy homoseksualista popiera Razem i Parady Równości, nie każdy Narodowiec jest faszystą, wbrew temu, co serwuje nam algorytm Facebooka i jaką rzeczywistość kreuje. Niby oczywiste, a jednak nie. Kilka słów również o umiejętności korzystania z wolności.

Feminizm nie jest lekarstwem na kobiece problemy [VIDEO APEL DO KOBIET]

Film skierowany głównie do kobiet, które nie mają jasnego stosunku do feministycznych postulatów, szukają w nim oparcia i szacunku oraz dlaczego wcale tego w feminizmie nie znajdą.

Zapewne sam film wzbudzi wiele tolerancji i poszanowania dla poglądów odmiennych niż te głównego nurtu, ale niech i tak będzie – dziękuję za każdego suba i pozytywne łapki!

 

Jak ludzie mogli być zdolni do holocaustu? – SPRAWA ALFIEGO EVANSA

Jako dziecko i nastolatka byłam zapaleńcem historii – do dziś jestem, choć hobbystycznie, nie skupiając się na datach, raczej chłonąc wydarzenia, akcję i analizując rezultaty. II wojna światowa była dla mnie tematem fascynującym przez pewien czas – na etapie nieświadomości. Taka fascynacja skalą okrucieństwa i ciekawość granicy ludzkiego zła jest chyba dość typowa dla bardzo młodych ludzi, których wyobraźnia ogranicza się do abstrakcji – przeszłości, w poczuciu względnego bezpieczeństwa, w braku wizji zagrożenia. Takie osoby nie zawsze umieją przełożyć konkluzję na to, co ich otacza, bo po prostu świat jeszcze za mało znają, za mało rozumieją – nie rozumieją polityki, prawdziwych ludzkich intencji, wydaje im się, że rozumieją, a tak naprawdę odbija się to od nich jak echo przeszłości. Zrozumienie przychodzi z wiekiem, kiedy dociera do nich, że nie jesteśmy wolni od przeszłości, w każdej chwili może powrócić.

Osobiście dostrzegam paradoks wiedzy współczesnego człowieka: wcale nie chroni go przed wpadaniem w te same pułapki. To trochę jak z “To nie był prawdziwy komunizm”. Zdawałoby się, że jeden holocaust wystarczy by zrozumieć jak cienka potrafi być granica pomiędzy człowiekiem jako podmiotem a przedmiotem. Jak niewiele w nas brakuje, aby z sacrum uczynić profanum – to się nie odbywa od razu. Powoli: dehumanizacja ludzkiego płodu, selekcja przeznaczonych do życia i do śmierci, wypaczenia pojęć “dobra” i “zła” przez mierzenie ich skalą użyteczności, a nie moralności, która również staje się przeżytkiem. Nihilizm, antynatalizm, pochwała egoizmu – nowe cnoty wpajane kolejnemu pokoleniu.
Człowiek w swej wyższości nad zwierzęciem jest zdolny do zapanowania nad swoimi prymitywnymi odruchami – jest wyposażony w sumienie (moralność) i poczucie wstydu/winy, jako osobisty kompas wskazujący do tej moralności drogę. Daje sygnał, kiedy zbaczamy z dobrej ścieżki. Cała kultura zbudowana jest na wychowaniu w poszanowaniu tych dwóch elementów – zwierzęta ich nie mają, dlatego są zdolne do wszystkiego. Człowiek może je jednak skutecznie wyciszać lub wypaczać, stopniowo modyfikując podstawy swojej moralności wraz z wyzbywaniem się poczucia winy/wstydu. Mam wrażenie, że współczesny człowiek nie wie, jak ważne to elementy ludzkiej natury – to smycz, która pozwala nam nie zgubić samych siebie.

Tak wyzbywamy się poczucia winy/wstydu za haniebne zajęcia: nie wiń mnie za prostytucję. Nie wiń mnie za aborcję. Nie wiń mnie za mój alkoholizm. Nie wiń mnie za zdradę. Zdejmijcie ze mnie ten wstyd i poczucie winy – często tylko to jest blokadą przed posunięciem się do wielu okropności. Do okropności można zaś się posunąć jeśli zostaną odpowiednio zracjonalizowane – aborcja z biedy, alkoholizm z depresji, zdrada za zaniedbanie. Czy to czyni te występki bardziej usprawiedliwione, mniej złe? Jedyną sytuacją w której można zracjonalizować okropieństwo jest samoobrona, siebie lub bliskich. Jak widać i to staje się wypaczone – dla niektórych lekarstwem na chorobę (samoobroną) staje się śmierć.

Dobro i zło mierzone użytecznością przybiera różne formy – komunizmu, narodowego socjalizmu, holocaustu. W pewnych przypadkach dochodzi do tak skrajnego rozmycia tych pojęć, że poczucie wstydu/winy się po prostu wyłącza, a z nim cała empatia. Pozostaje kategoryzowanie, czy chłopcu w śpiączce należy podać pożywienie, zajmuje łóżko i przestrzeń, tak jak kiedyś Żydzi i każdy kto im pomagał zajmowali “niemiecką przestrzeń życiową”. Do tego być może uda się sprzedać organy dzieciaka, i tak umrze, nie będzie się skarżył. I tak nie mówi. W ostatecznej kalkulacji kiedy wyciszyć siebie, to te pieniądze to zapłata jak każda inna, w końcu to wymiana dóbr. Będą użyteczne, w przeciwieństwie do tego dziecka, prawda?

Jeśli nie chodzi o zwykłe wyciszenie humanitaryzmu dla zysku, można zdiagnozować problem dużo głębiej: w faktycznym zniszczeniu moralności ludzkiej przez antynatalizm – ideę zaprzeczającą sensowności istnienia. Skoro istnienie traci sens, to również sama walka, a zatem staje się niepotrzebnym wysiłkiem, który można zaniechać – przecież to rozsądne i… dobre.

Abstrakcją był dla mnie kiedyś holocaust – idea zabijania ludzi, bo przestali spełniać nasze kryteria użyteczności kwalifikujące ich jako osoby ludzkie/dostrzegając ich większą użyteczność jako trupy. Byłam przekonana, że do czegoś takiego ludzi trzeba zmusić. Dziś już nie mam złudzeń – odpowiednio zmanipulowana osoba tresowana do odrzucenia moralności i poczucia winy jest gotowa w zasadność dowolnych antyludzkich i antykulturowych postulatów uwierzyć. Paradoks współczesnego człowieka: tyle wie, a w sumie nie wie nic, bo jest gotowy nadal dopuszczać się holocaustu na ludziach, którzy stracili ludzką miarę w jego oczach. Po trochę: Charlie Gard, Alfie Evans. Tylko nie wie, że jutro, kiedy straci przytomność i wyczerpie się jego użyteczność, raz, dwa, trzy, zamordowany będziesz Ty.

Link obrazka