Chorzy na seks – pokolenie niezdolne do normalnych relacji [MARKSIZM]

Źródło obrazu 

Miałam zająć się cyklem pt. “Co mi dały feministki” ale tak wyszło, że wiele elementów wyrasta z jednego pnia – a wszystko pochodzi od rewolucji seksualnej, którą dały nam feministki, niestety nie z własnej indywidualnej inwencji twórczej, ale jako mięso armatnie marksistów.

Seks stał się towarem. I to jednym z najlepiej sprzedawanych na świecie. Wyżej jest już chyba tylko władza.
Seksualizacja dzieci i młodzieży nie jest zjawiskiem nowym, choć nie każdemu znanym pod tą nazwą. Wielu ludzi zwraca uwagę na wiele symptomów negatywnego faszerowania dzieci treściami seksualnymi: mali-starzy, edukacja seksualna niedostosowana do wieku i poziomu dzieci (nachalna, ignorująca indywidualne życzenia rodziców i profilująca tendencyjnie na pobudzenie do współżycia), zaniżanie wieku rozpoczęcia aktywności seksualnej, a z drugiej strony znaczne opóźnienie rozwoju emocjonalnego i samodzielności względem poprzednich pokoleń.
Dlaczego powinno nam zależeć, aby nie narażać dzieci zbyt wcześnie na aktywności seksualne? Z tego samego powodu, dla którego marksistom na tym zależy: aby dzieci się rozwijały. Pobudzenie seksualnie ma to do siebie, że absorbuje wszystkie dziedziny życia i hamuje rozwój intelektualno-emocjonalny. Dlatego nie bez powodu trafne jest powiedzenie, że seks jest dla dorosłych – nie tylko przez samą wagę konsekwencji. Powiedziałabym, że na równi dlatego, by dać młodej osobie czas i przestrzeń na samorozwój i dorastanie. Człowiek, którego rozwój zatrzymuje się na etapie niewykształconych półprawd o świecie i sobie samym, korzystania z uciech atrakcyjnych dzięki pompowaniu w ciało nieprawdopodobnej ilości hormonów (to wiele wyjaśnia, dlaczego obecnie na punkcie hormonów medycyna ma świra i pragnie je podkręcać jak tylko się da – bo są tożsame z uciechą czasów beztroskich), zostaje wiecznym chłystkiem zapatrzonym w cele płytkie i mało ambitne – podatny na manipulację i propagandę, bo jego intelekt, ambicje i wewnętrzne pragnienia zostały zablokowane przez niewłaściwy rozwój. Można powiedzieć: idealny wyborca w demokratycznym świecie. Wychować dzieciaka na robota zapatrzonego we własne zezwierzęcone instynkty i rzucać mu ochłapy – kupować go po trochu, do zatracenia. Kupować obietnicą wiecznego hedonizmu, braku konsekwencji, przyjemności i rozpusty – bo czego taka osoba pozbawiona głębi może pragnąć, poza wyłącznie przyjemnościami, najmniejszym nakładem pracy?

Seks jako element prozaiczny, pozbawiony sfery sacrum, wyniesiony do gazet przy porannej kawie stał się kamieniem węgielnym pod upadek relacji międzyludzkich. Intymność i jej waga została zupełnie spłycona na rzecz pokoleń wychowywanych do wyzwolenia seksualnego. Seks prawem, nie towarem! A jednak jest sprzedawany na każdym rogu, napędzany właśnie rozbudzaniem w ludziach przeświadczenia o tym, że im się należy wszystko – również spełnienie seksualne. Można je zdobyć na dwa sposoby: dać je sobie samemu lub z drugą osobą. W związku z tym, że relacje międzyludzkie stają się oparte na seksualności – emocjonalne niedorostki nie umieją się zaangażować i tworzyć stałej relacji, bo to wymaga dawania od siebie, a nie tylko brania – zaczynają przypominać handel seksem. Powierzchowne związki oparte jedynie na fizyczności i kilku pchnięciach nie są wśród młodych ludzi rzadkim zjawiskiem. Jak w takich warunkach ma funkcjonować małżeństwo?

W świecie hedonizmu nie ma miejsca na małżeństwo – wymaga wierności i lojalności, za które zazwyczaj należy zapłacić innymi wygodami: ludzie się starzeją, ich ciała się zmieniają, wypadają z formy, czas ich przygarbia. W świecie opartym na czerpaniu przyjemności człowiek jest przedmiotem, z którego się czerpie i można go zmienić jak zabawkę, kiedy niewymienne baterie padną. Można wziąć rozwód. Ba – nie trzeba w ogóle się żenić, by to wszystko mieć. Chyba nie muszę tłumaczyć, gdzie w takich relacjach jest miejsce na dziecko, jeśli już akurat się go nie wyskrobie i czym życie w takich warunkach temu dziecku grozi.

Dla niektórych to zapewne jakaś apokaliptyczna wizja, która z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. W moim odczuciu – nic bardziej mylnego. Wystarczy zwrócić uwagę na kruchość małżeństwa w dzisiejszych czasach, procent rozwodów, powodów rozwodów, romansów oraz metodę autoprezentacji młodych ludzi – dzióbki na insta w odpowiedniej pozie, akcentującej seksualność. Relacje rozpoczynające się seksem – “czy do siebie pasujemy” – bo w przypadku ewentualnych zgrzytów chodzenie wspólnie do kina jest “stratą czasu” i należy poszukać kogoś, z kim ma się lepszy orgazm. Nie pracuje się nad związkami – wchodzi się w nowe, nierzadko równie krótkotrwałe.

Seks był w jakimś stopniu towarem zawsze, nie tragizując, ale jego normalizacja w ramach małżeństwa miała swoje społeczne konsekwencje: potępienie w przypadku złamania tej obietnicy. Czasem słusznie, czasem nie, natomiast stałość wymagała odpowiedzialnego podejścia do drugiej osoby i chęci poznania się, dania czegoś od siebie – co by się przez tyle lat nie pozabijać. Za seks należało sporo zapłacić, dziś nie kosztuje prawie nic. Dziś nie ma tego bata, stałość nic nie znaczy, społeczne przyzwolenie na seksualną rozwiązłość sięgnęła zenitu. Prawdopodobnie dlatego, że za sznurki pociąga pokolenie postkomunistyczne, które patrzy w tej chwili dziwnym spojrzeniem na niektóre prostujące się moralnie dzieci – pragnące odnieść się do pokolenia dziadków, których wartościami są zafascynowani, bo ich nie znają, ale instynktownie odwołują się do nich, kiedy krytykują rewolucję lat 60., której owocami są nasi rodzice.

Młodzież zaczyna odczuwać na swojej skórze realne skutki seksualizacji – wyjałowienie i wypalenie, poprzez atakowanie nas treściami niemożliwymi do zrealizowania w życiu, scenariuszami pozornego szczęścia i pustych przyjemności. To nadal tylko jakiś % zapatrzonej w seks młodzieży, natomiast kropla drąży skałę. Podstawą jest uświadomienie rodziców, że seks nie jest zabawą, a ich dzieci nie są królikami inżynierii społecznej.